

Nie, to nie horror, to roztocze, lokator tej wersalki na której według oddziałowej powinny być badane dzieci. Roztocze Was nie ugryzie. Was i Wasze dzieci wykończą alergogenne odchody roztoczy. Bardzo alergogenne. Roztoczy w szwach wersalki są setki. I w kocu. I na podłodze. Mają od o,3mm do 1mm długosci, można je dostrzec z pomocą silnego szkła powiąkszającego. Poproście oddziałową,to wam pokaże.
Dla tych stworzonek zabójcze jest mydło z wodą, ale zmyjcie koc. Zapytajcie przełożoną pielęgniarek - ponoć fachowca od epidemiologii - o to, kiedy koc był prany. Zapytajcie na jak długo pranie koca wystarczy. Zapytajcie oddziałową kiedy leżało wymagane jednorazowe przykrycie leżanki do badań. Leży jakiś kawałek folii wyciątej z takiego jednorazowego przescieradła żeby nie pobrudzić tego z płótna. Ciało waszego dziecka nikogo nie obchodzi.
Stan ten znany jest p.o. ordynatora, który z upodobaniem bada tam wasze dzieci. Za wiedzą p.o. dyr. do spraw medycznych.
Piszemy o tym - gdyż Dyrektor rządzący metodą konfliktowania personelu, pacjentów, każdego z każdym - straszy komisją dyscyplinarną przeciwnych temu stanowi rzeczy. Mamy dokumenty na to.
Mamy kilka innych, które będziemy publikować, jeśli praktyki dyskryminacji z powodu słusznych wytknięć będą przybierały formę mobbingu.
Mamy materiału na długi czas i wiele postów. Matki pacjentow bywają gramotne. Wierzymy że dyrektor nie jest zainteresowany, by ten post wisiał długo. I następne.
Polecimy tą stronę SSE. Strona odwiedzana była 10000 razy, znajdą się wśród odwiedzających tacy, ktorzy mają wpływ na stan sanitarny szpitala.